• Wpisów: 380
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 22:54
  • Licznik odwiedzin: 26 501 / 2355 dni
 
doodzin
 
Był mroźny, zimowy wieczór. Śnieg obsypał wszystkie drzewa. Chłód i zwątpienie wdarło się do jej serca. Z trudem przełykała ślinę. Cała drżała ze strachu. Nie mogła się przed tym schronić. Nie miała gdzie. Te ramiona niby wciąż bliskie stały się dla niej odległe, nieosiągalne.

Przyszedł.

Z uśmiechem na ustach, nie dało się poznać po nim, że coś jest nie tak. W jej sercu cień nadziei.

To miejsce. Znajome. Lęk jakby większy, narastał wciąż w niej. Objął ją ramieniem, ciepłym i kojącym. Spokojnym, usypiającym głosem szepnął:
- Wiesz dlaczego tu przyszliśmy?
- Nie bardzo - wypowiedziała ledwo słyszalnie, drżącym, łamiącym się głosem. Nic teraz nie wiedziała. Była rozpalonym lodem, kołyszącą się na wietrze chorągiewką, upaść mogła gdy powiew zbyt mocny.
- Tutaj wszystko się zaczęło, pamiętasz? - obejmując ją mocno jakby wiedział, że ledwo się trzyma podążał w głąb tego ciemnego, mrocznego już teraz miejsca, które kiedyś było rajem dla jej duszy. Było wiosną, pięknym początkiem, rozkwitającym pąkiem, delikatnym strumykiem. Było wszystkim. Wspomnieniem nigdy nie zapomnianym.

Nie odpowiedziała. Jej wzrok powędrowała w dół. Wpatrywała się w ziemię jakby tam była odpowiedź. A może ratunek? Może chciała wykopać tutaj butem tunel głęboki i uciec przed tym co ją czeka.

Głośno westchnął i z jego ust popłynęło kolejne pytanie, które wbijało jej swoje ostre pazurska w serce, wydrapywało coraz większą ranę, robiącą coraz większe spustoszenie.
- Wiesz dlaczego ludzie są ze sobą?

Co miała odpowiedzieć? Chciała coś. Otworzyła usta. Głos jej zamarł. Nie mogła wypowiedzieć ani słowa.
- Nie wiesz? - zapytał lekko zniecierpliwiony. - Wtedy gdy się kochają, albo dobrze ze sobą dogadują, tak? - w odpowiedzi kiwnęła lekko głową.

Licząc jeszcze na cud, myśląc, że świat nie może być, aż tak zły. Że to życie cholerne to nie może być tylko wieczna udręka. Że ten ktoś kto planuje to wszystko będzie łaskawy dla niej tym razem.  

Że co? Że dla niej? A kim ona jest? Zwywkłym szarym człowiekem. Przypisany jest jej ból od zawsze na zawsze. Niech cierpi. Niech cierpi jeszcze mocniej, bardziej. Niech skręca się z bólu, niech płacze, niech nienawidzi, niech kocha. Niech cierpi.

Spoglądając na nią ukradkiem dokończył bitwę. Zabił wszystko co było w niej.
- A my nie mamy ani jednego, ani drugiego.
- Ale nie możesz... Ostatnio było dobrze.. - broniła się, ratowała.

Spojrzała na niego błagalnym wzrokiem. Uzyskała w jego oczach odpowiedź na wieki trwałą. Odwróciła się plecami jak małe dziecko, które się obraża.

Przyłożyła dłoń do ust, żeby powtrzymać przeraźliwy krzyk.
- Miałaś ze mną rozmawiać, nie zamykaj się z tym - Złapał ją za ramię i próbował odwrócić do siebie.

Gdy mu się to udało jego oczom ukazała się przerażona, zagubiona dziewczynka. Nic nie mówiąc mocno ją do siebie przytulił. Co to da? W czym jej to teraz pomoże?

Zapłakała. Głośno i przeraźliwie. On nie mówił nic, przyciskał ją tylko mocniej do siebie jakby chciał tym samym zabrać od niej ten ból. Ale przecież się nie da. Odrywając się od niego powtarzała w kółko jak szalona:
- Nie możesz mi tego zrobić. Nie możesz mnie zostawić. Nie poradzę sobie bez ciebie, nie dam rady. Obiecałeś, że mnie nigdy nie zostawisz. Potrzebuję cię.
- Nie zostawiam cię. Zmieniamy tylko relacje. Tak będzie lepiej. - usłyszała w odpowiedzi.

Jeszcze kilka razy błagała. Jeszcze kilka razy powtarzała szalone zdania. Nie wskórała nic.

Przyjaciele. Tak. Są nimi teraz. To co, że co noc płacze przez niego. To co, że każdej nocy ma przed oczami ten obraz kiedy ją zostawia. Co z tego, że ból  przeszywa całe jej ciało. Mijają miesiące, lata. Ból nie mija. Rana się nie goi.

Mijają wieki.

Tak będzie lepiej przecież.

08.12.2011.

Nie możesz dodać komentarza.